CO MNIE WKURZA W GIŻYCKU ?

Zauważyłem ostatnio, że nasza giżycka policja postawiła sobie za cel, na siłę złapać jakieś osoby, które przechodzą przez ulicę w nie wyznaczonych do tego miejscach, czyli nie przechodzą przez pasy, jak mówią przepisy, tylko skracają sobie drogę przechodząc w niedozwolonym miejscu, albo przechodzą na czerwonym świetle.

Ja rozumiem, że to jest niezgodne z prawem, ale do cholery przecież prawo jest dla nas, dla obywateli, ma służyć nam mieszkańcom, a nie policji do wyciągania kasy z naszych kieszeni. Z mojej obserwacji wynika, że policja traktuje nas obywateli jak jakieś tępe bydło, które nie ma własnego rozumu i zginie pod kołami samochodu jak tylko wejdzie na ulicę.

Jeżeli przechodzeń stoi na przejściu dla pieszych na której jest sygnalizacja świetlna, pali się czerwone światło, a samochodów akurat niema, ani z lewa, ani z prawa,to taki pieszy który chce przekroczyć w tym miejscu jezdnię, powinien móc to uczynić bez żadnych konsekwencji karnych, po wcześniejszym oczywiście przeanalizowaniu ryzyka jakie sam podejmuje, wszak robi to tylko na własną odpowiedzialność, jako wolna i rozumna istota. Ale w Giżycku oczywiście nie może.  Musimy stać jak te tępe barany przez pięć minut zanim zmieni się światło na zielone, i wtedy spokojnie możemy przejść na drugą stronę, mimo iż wcześniej na czerwonym świetle nie przejechał ani jeden pojazd.

Pytam się, dla czego policja i nasz dzielny komendant traktują nas jak stado baranów, albo bandę debili które nie potrafi zadbać o swoje własne bezpieczeństwo, przecież w normalnych krajach przechodzenie przez ulicę na czerwonym świetle, lub w innych miejscach jezdni jest czymś zupełnie normalnym. Ja przypominam komendantowi giżyckiej policji, że sygnalizacja świetlna nie jest znakiem nakazu ani zakazu, więc nie może pieszym nakazywać lub zakazywać przechodzić przez drogę, a jedynie jest znakiem informacyjnym i tylko informuje użytkowników pasa drogowego, że teraz mogą przejść lub przejechać względnie bezpiecznie, bo mają np: zielone światło, lub jego nie mają.

Jeszcze raz powtarzam, że tylko informuje, nie zakazuje. Przypominam też naszym stróżom prawa, którzy aż zacierają ręce żeby tylko komuś za to wlepić mandat, że nie można karać za to, że pieszy użył mózgu, i przeszedł bezpiecznie na drugą stronę drogi nie powodując żadnego wypadku, ale karze się dopiero wtedy, jak spowoduje wypadek, tak samo jak nie karze się kogoś za to, że miał w ręku nóż, ale karze się za to, że zabił.

 

Zdenerwowany obywatel Giżycka

Alf Wolnościowiec.

AKCJA – PRZECHODZĘ NA CZERWONYM

Na południu Polski Konrad Berkowicz też boryka się z podobnym problemem. Na swoim blogu sytuację opisuje tak:

Gazeta Krakowska zamieściła nagranie i opisała, jak to zostałem „przyłapany na czerwonym świetle”. Dziennikarzowi, który dzwonił do mnie wczoraj w tej sprawie trzeba oddać, że sam trzeźwo zauważył, że tak naprawdę „przyłapano mnie na realizacji programu wyborczego”.

I rzeczywiście – jako kandydat na prezydenta Krakowa wskazywałem na kompletny nonsens polskiego prawa dotyczącego czerwonych świateł. Zapowiadałem, że jako prezydent miasta – zwierzchnik Straży Miejskiej – spowoduję, by na wzór wielu krajów Europy, przestano wlepiać za to mandaty. Władza samorządowa nie mogłaby zmienić w tej kwestii prawa na wzór angielskiego, ale byłaby szansa na wprowadzenie niepisanego obyczaju na wzór Francji, w której teoretycznie nie wolno, ale nikt za to nie karze. Więcej: w czasie kampanii nawoływałem do nieposłuszeństwa obywatelskiego w tej sprawie. BYŁBYM HIPOKRYTĄ, GDYBYM SAM GO NIE STOSOWAŁ. Nazwałem ten punkt programu „odrobiną Londynu w Krakowie”

Świadomie i celowo na czerwonym przechodziłem od dzieciństwa. Zanim ugruntowałem jakiekolwiek poglądy polityczne. Można by wręcz rzec, że ten pogląd był jednym z moich pierwszych. Jako młodziutki umysł ścisły i pasjonat matematyki nie mogłem zrozumieć, jak może funkcjonować takie w oczywisty sposób nielogiczne prawo. Nie wiedziałem wtedy, że są kraje, w których ta moja „rewolucyjna” myśl jest tradycją. Teraz dla wielu, zwłaszcza dzięki przykładom z zagranicy, to oczywiste. Ale nadal wielu Polaków, przyzwyczajonych do status quo, nie potrafi tego pojąć, za każdym razem wysuwając kretyńskie argumenty. To dobra okazja, by wytłumaczyć to drobiazgowo i zamknąć wreszcie ten absurdalny temat.

Zatem przyjrzyjmy się temu bliżej: tam, gdzie nie ma w określonej odległości pasów, można przechodzić na własne ryzyko. Trzeba spojrzeć w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo, jak uczono w przedszkolu (proszę spojrzeć na nagranie – dobrze upewniam się, że jest bezpiecznie!). Jeśli nie ma zagrożenia – przechodzimy. Nikt nie podnosi larum, że to zagrożenie dla życia pieszych, bo „ludzie są nieodpowiedzialni, Polacy musieliby najpierw do tego dojrzeć”. Nikt nie grzmi, że to problem dla kierowców, bo „ludzie będą wyskakiwać przed maskę i kto wtedy będzie odpowiedzialny za wypadek?”. Nikt nie podnosi wielu innych (wyglądających na pierwszy rzut oka rozsądnie i troskliwie) bzdur.

Takich miejsc pozbawionych pasów są w Krakowie, jak w każdym mieście, TYSIĄCE. Wystarczy teraz, że w jednym z tych tysięcy miejsc ktoś namaluje pasy i postawi światła, by nagle przechodzenie na własną odpowiedzialność stawało się „śmiertelnie niebezpieczne”…
Przecież czerwone światło oznacza tylko tyle, że samochody mogą śmiało przejeżdżać i nie muszą czekać na przechodniów – DOKŁADNIE TAK SAMO, JAK WSZĘDZIE TAM, GDY PASÓW W OKREŚLONEJ ODLEGŁOŚCI NIE MA. W takich miejscach pieszy czeka i przechodzi na własną odpowiedzialność, gdy nic nie jedzie. I dokładnie tak samo powinien zachować się widząc czerwone światło! I nie powinien być za to, oczywiście, karany.

Tymczasem ludzie zachowują się absurdalnie. Stoją całymi stadami na czerwonym nawet jak widać, że w odległości pół kilometra nic nie nadjeżdża. W przypadku kobiet jestem jeszcze w stanie to znieść. Ale, cholera, mężczyzna stojący na czerwonym ujmuje swojej męskości!

I nie chodzi tylko o rację, ale o wszystko. O nasz rozwój, dobrobyt, zdrowie a nawet życie. Czerwone świeci się przez, załóżmy optymistycznie, połowę czasu i całe grupy ludzi stoją często bez sensu, tracąc ogromną ilość czasu. Piętnaście osób czekających na jednym przejściu dwie minuty, to pół roboczogodziny marnotrawstwa. Wystarczyłoby, żeby tak bez sensu tracono dwie minuty 16 razy dziennie (a na moje oko zdarza się nieporównywalnie częściej!), by dało to nam jeden zmarnowany etat. To tak jakby zatrudnić przy każdym przejściu dla pieszych urzędnika, żeby siedział i nic nie robił! To umowne liczby, by pokazać skalę, ale fajnie by było, gdyby ktoś z Państwa oszacował to dokładniej – wyniki mogą okazać się zatrważające! Nie bagatelizujemy tego. Czas to pieniądz, a pieniądz to rozwój, dobrobyt, możliwość dbania o zdrowie a czasem i ratowanie życia!

Dlatego nawołuję do nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie tylko „dla zasady” i dla wysiłku wprowadzenia rozsądnego obyczaju, ale dla bieżącej korzyści dla nas wszystkich. Wiem, że wiąże się to z ryzykiem mandatowym. Ale proszę sprawdzić, czy przypadkiem się nie opłaci. Policzyć ile zaoszczędzą Państwo czasu i jak często dostaną Państwo mandat. Ja mandaty dostaję rzadko (ostatnio akurat niedawno – w Warszawie kilka tygodni temu), ale może dlatego, że robię to z taką pewnością siebie i poczuciem oczywistości, że mundurowi głupieją Z drugiej strony wiem, że w wielu miastach strażnicy miejscy wyrabiają „normy mandatowe” i wręcz czyhają po nocach przy skrzyżowaniach, by wyłapywać młodzież wracającą po pustych ulicach z nocnych imprez… trzeba więc robić to sprytnie – albo heroicznie.

Cieszy mnie jednak reakcja na ten artykuł komentatorów w internecie. Nie ja, a prawo jest obiektem krytyki. Zaczęto sobie kpić z „afery” ścigając się w „epitetach”: – Konrad Berkowicz to taki nicpoń troszeczkę – ktoś pisze. – Urwipołeć – ktoś inny dodaje. – Bardziej hultaj – ktoś znowu proponuje. – Obrzućmy go czymś jeszcze… eee… ancymonek! Gałgan, huncwot jeden! Łapserdak, okrutnik!
Szanowni Państwo. Czerwone jest złe! Na mnie – działa jak płachta na byka. Jak widzę, to ruszam. I tego Państwu życzę. Tylko ostrożnie!”

Razem z Konradem zapraszamy na wydarzenie

PRZECHODZĘ NA CZERWONYM
https://www.facebook.com/events/132017790513306/

 

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

2 wypowiedzi czytelników: “CO MNIE WKURZA W GIŻYCKU ?

  1. Szanowny Zdenerwowany obywatelu Giżycka przypominam, że nie ma obowiązku przyjmowania mandatów karnych nakładanych przez Policję. Zawsze możesz odmówić i ewentualnie bronic swoich racji w Sądzie Rejonowym w Giżycku.

  2. Miło mi, że nie sama walczę z tym systemem kradnącym cenne godziny mojego życia ! W Olsztynie owa kradzież jest jeszcze bardziej dojmująca, bo główną cechą sygnalizacji w tym mieście jest sytuacja gdzie przez 1)-15 sekund między zmianami strumieni ruchu wszyscy mają czerwone. Policzcie to sobie przez ilość cykli, to zobaczycie ile czasu samochody stojące na światłach spalają darmo paliwo.

Dodaj komentarz