Kara Śmierci

Przed laty, już w czasach ajatollachów, w Iranie doszło do dramatycznego zdarzenia. Pewien student teherańskiej uczelni oblał, śliczną skądinąd, twarz swojej koleżanki, studentki, żrącym kwasem dożywotnio ją oszpecając a to dlatego, że owa dziewczyna zdecydowanie odrzuciła jego karesy. Na tą okoliczność zebrał się sąd szariacki i po stwierdzeniu winy ze strony w/w studenta orzekł dość surową karę. Kiedyś, w towarzystwie zadałem pytanie czy ktoś z obecnych byłby w stanie zgadnąć (bo oczywiście nikt nie miał pojęcia jak było w rzeczywistości) jaki był wyrok tegoż sądu. Padały rożne wersje. Najbardziej drastyczna to, oczywiście, kara śmierci (bo te Arabusy [ nota bene Persowie, ale któż by takim drobiazgiem się przejmował] to przecie prymitywy). Kolejna to; powinien się z nią ożenić (ciekawe kto byłby w tym wypadku ukarany?). Inna; ma zapłacić za operację plastyczną. Itp.

Wyrok sądu szariackiego był zupełnie inny i wywołał ogólnoświatowe oburzenie tzw intelektualistów, czyli po prostu lewactwa różnej maści. A wyrok brzmiał; twarz za twarz. Oblana kwasem twarz dziewczyny wymaga sprawiedliwego zadość uczynienia oblaniem takim samym kwasem twarzy sprawcy. I ja, co do zasady, z tym wyrokiem się zgadzam. Co do zasady, bo jeżeli chodzi o ten konkretny przypadek to inną wagę ma uroda twarzy dziewczęcej a inną męskiej.

Szariacka zasada twarz za twarz, ząb za ząb,oko za oko, życie za życie wywodzi się ze Starego Testamentu a w Starym Testamencie znalazła się za sprawą Kodeksu Hammurabiego. Nie została też odwołana w Nowym Testamencie. Uwolnienie od kary, odpuszczenie grzechu w chrześcijaństwie warunkowane jest zadość uczynieniem. Sprawiedliwość wymaga by ukradzione zwrócić, krzywdę naprawić.

Wprawdzie Jezus w swoim nauczaniu (św Mateusz, 5;39-42) mówi: „Nie stawiajcie oporu złemu : lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę , odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków idź dwa tysiące” to w innym miejscu mówi: (św Mateusz 5;17: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo…” a św. Paweł w liście do Rzymian (św Paweł 13;4): „Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi (władza) miecz. Jest bowiem (władza) narzędziem Boga do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle„. W sposób oczywisty nauczanie o „drugim policzku” itd. nie dotyczy wymiaru sprawiedliwości a ( rewolucyjnego na tamte, ale też i współczesne czasy) zalecenie postawy pełnej empatii wobec bliźniego nawet gdy jest on niesympatyczny, wręcz irytujący. Nie ma to nic wspólnego ze SPRAWIEDLIWOŚCIĄ (jakiż związek ze sprawiedliwością może mieć nakaz przejścia z dwóch tysięcy kroków z jakimś namolnym bliźnim), której narzędzie, władza-państwo, „nie na darmo miecz nosi”. Dobrze wiemy, że miecz nie służy wymierzaniu klapsów w tyłek.

Wyobraźcie sobie, że stajecie przed sadem wraz z grabieżcą, który ograbił Was z dorobku całego życia. Było to, załóżmy, sto tysięcy złotych (dolarów, euro, funtów; jak kto woli). I oto „postępowy, wrażliwy, społecznie sprawiedliwy (czyli sprawiedliwy inaczej) sędzia”, uwzględniając najprzeróżniejsze okoliczności (złoczyńca miał trudne dzieciństwo, w młodości wpadł w złe towarzystwo, aktualnie nie ma pracy a w ogóle to społeczeństwo zawiodło go i pozostawiło samemu sobie z jego problemami) ogłasza wyrok; skazuje szubrawcę na oddanie Ci dwudziestu pięciu tysięcy. Założę się, że byłbyś mocno zdegustowany, wręcz oburzony wyrokiem. Twoje i nie tylko Twoje, nas wszystkich, poczucie sprawiedliwości podpowiada nam; złodziej powinien zwrócić całe sto tysięcy.

A teraz rozważmy inny przypadek. Mamy zbrodniarza, który odbiera Ci nie majątek, ale życie. Przed sędzią Ty już nie staniesz a jedynie Twoja rodzina i/lub Twój i ich przedstawiciel prawny. Nie dane Ci jest wyartykułować jak sobie wyobrażasz sprawiedliwość w tym wypadku. To system prawny obowiązujący w tym ( i nie tylko) kraju determinuje ew. wyrok. A że wyrok sentencjonuje „postępowy itd” sędzia brzmi on; dwadzieścia pięć a może mniej lat, spędzonych zresztą w komfortowych wręcz warunkach; wikt i opierunek, biblioteka, telewizor, raz w miesiącu dziewczyna, opłacana składka emerytalna. Bez pytania Cię o zdanie. Jaka dysproporcja; Ty tracisz życie a on swobodę poruszania się po Świecie. A przy tym uwolniony jest z problemów codziennej egzystencji. Nie burzy się Twoje poczucie sprawiedliwości? Bo moje tak.

To poczucie, ta potrzeba sprawiedliwości może być zaspokojona jedynie przy zastosowaniu starotestamentowej zasady; ząb za ząb, oko za oko, śmierć za śmierć. Jasne, że nie dotyczy to śmierci przypadkowej, nieumyślnej. Dotyczy to działań, których przewidywalnymi skutkami (np napad z bronią w ręku) może być śmierć. Nie mówiąc już o zbrodni z premedytacją.

W przypadkach, o których wspomniałem powyżej sprawiedliwy sąd powinien orzekać karę śmierci. Co wcale nie oznaczałoby obligatoryjne i natychmiastowe wykonanie wyroku. Po procesie karnym powinien nastąpić proces cywilny, w którym pokrzywdzona śmiercią rodzina (w przypadku braku takowej np. instytucje charytatywne) mogłyby negocjować ze skazanym zamianę wyroku na świadczenia pieniężne, emerytalne, opiekuńcze, stypendia uczniowskie itp. Nie wywiązywanie się z wynegocjowanych świadczeń odwieszałoby zawieszony wcześniej wyrok. Sprawiedliwości staje się zadość, więzienia pustoszeją, wydatki na penalizację przestępstw maleją, bezpieczeństwo wzrasta bo perspektywa skrócenia o głowę lub stryczka jest najlepszym hamulcem przestępczości. Wystarczy porównać skalę przestępczości w stanach USA w których kara śmierci jest orzekana z tymi, w których rozpanoszyła się abolicja.

Za karą śmierci przemawia też interes najbardziej zainteresowanych czyli skazańców. Prawdopodobnie brzmi to dla zlaicyzowanego i jedynie deklaratywnie (wierzę w Pana Boga, ale w księży nie wierzę, Przykazania Dekalogu i owszem, ale rozwód i antykoncepcja, już nie mówiąc o in vitro jest cacy, itp.) katolickiego społeczeństwa szokująco. I jest to zrozumiałe, gdy uświadomimy sobie, że wszelkie nadzieje współczesnego człowieka są ufiksowane w doczesności. Współczesny człowiek oczekuje sukcesu zawodowego, udanego życia rodzinnego, pieniędzy, sławy. Jednym zdaniem; być młodym, zdrowym i bogatym. Nikomu a raczej niewielu przychodzi do głowy mieć nadzieję w Zmartwychwstałym. Niewielu uświadamia sobie, że jedynym celem i uzasadnieniem życia tu na Ziemi jest życie wieczne a reszta to ułuda i zwodnicze dary Księcia Ciemności.

W czasach Średniowiecza (które uznaję za najwspanialszy okres w dziejach Europy) było inaczej. Człowiek Średniowiecza żył ze świadomością nieuchronnej śmierci i z nadzieją na życie wieczne po tejże śmierci. Wtedy to ukuło się powiedzenie; na stu powieszonych jeden potępiony. Wierzono wtedy, że skazaniec, który z pokorą przyjmie kaźń, nieważne czy zasłużoną czy nie, dostąpi zbawienia. Przypominam, że jedyny święty, o którym z pewnością wiemy, że wielbi Pana w Niebie jest właśnie łotr wiszący po prawej stronie Jezusa. Bezimiennego łotra zapewnił w chwili swojej i tegoż łotra kaźni; „jeszcze dziś będziesz ze mną w Raju”. Mógł Wszechmocny uratować mu życie, ale ofiarował mu życie wieczne. Takiej łaski, takiego zapewnienia, nie dostąpiła nawet Matka Boża.

Nota bene; pokorne przyjęcie wyroku śmierci wydanego przez legalne władze ówczesnej Judei ( a przecież Odwieczny Reżyser mógł obmyśleć inną śmierć, jeżeli była takoważ konieczna, już nie mówiąc o innych sposobach zbawienia Człowieka) niejako uświęca karę śmierci jako formę najdoskonalszej ekspiacji za grzechy, przestępstwa i zbrodnie, do których jakże skłonny jest człowiek od zarania dziejów. Coś chyba jest na rzeczy w tym, że im mniej wiary w Boga tym więcej abolicjonistycznej histerii przeciwko karze śmierci. Dotyczy to, niestety, także Kościoła katolickiego, w którym, jak to się wyraził Papierz, Paweł VI; „swąd siarki przesącza się przez szpary Jego (Kościoła) budowli” (cytat niedosłowny).

Współczesny morderca, zabójca skazywany na długie kary więzienia, zapieka się w swojej nienawiści do społeczeństwa, które go skazało, do sędziego, klawiszy, do ofiary, do samego siebie z dnia na dzień tracąc szansę na zbawienie.

Przed laty, zdaje się, że w latach siedemdziesiątych, gdy we Włoszech zniesiono karę śmierci zamieniając skazanym na śmierć złoczyńcom wyroki na dożywocie, około 500 skazanych zwróciło się do władz sądowniczych kraju o przywrócenie kary śmierci. Nie chciało im się tak wegetować.

petla-szubienica

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

Dodaj komentarz