mieszkanie plus… czyli mieszkanie na minusie

Przyglądając się temu co dzieje się wokół gospodarki naszego państwa, a mam tutaj na myśli rosnące koszty pracy, inflację prawa, wzrost cen- nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kolejnym programem rządowym będzie ,,Łopatą i miotłą odrobisz czynsz”- co na marginesie już jest wiodącym programem w bardzo wielu gminach.

Znów Państwo bierze się za branżę, z którą absolutnie nie powinno mieć nic wspólnego. Mamy już doskonałe przykłady nieudolności zarządzania mieniem komunalnym przez jednostki budżetowe samorządów i niestety nic dobrego z tej nauki nie wyszło. Gminy borykają się z dużym deficytem, głównie z powodów nieopłacania czynszów przez dotychczasowych najemców, a tymczasem z informacji płynącej od samych autorów programu, dowiadujemy się, że pierwszeństwo będą mieli ci, którzy co prawda są niezamożni, ale stać ich będzie na opłacenie czynszów. Tym samym, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś w tym założeniu jest nie tak i mówiąc prościej, jedno wyklucza drugie.

Kolejną ważną kwestią jest to, za ile dane mieszkanie będziemy mogli wynajmować. Rozpiętość tej kwoty jest tak duża, że już na pierwszy rzut oka widać jak bardzo będą się różniły czynsze poszczególnych lokali. I tak za mieszkanie około 50 m2, według jednej opcji zapłacimy około 500 zł miesięcznie a druga, droższa wersja tego samego mieszkania, będzie kosztowała nas 1000 zł miesięcznie. Od kilku lat zajmuje się m.in. wynajmem nieruchomości i mogę uczciwie powiedzieć, że mieszkania w tych cenach są dostępne na rynku, ale nie cieszą się zbyt dużym popytem. Rozsądny najemca wie bowiem, że do czynszu należy doliczyć jeszcze opłaty za media, a te jak wiadomo wciąż rosną.
Państwo powinno stać na straży wolności- ale tylko takiej, która nie zagraża wolności drugiego człowieka-, sprawiedliwości i rozwoju gospodarczego- ale tylko w ten sposób, że będzie stwarzało odpowiednie warunki do prowadzenia biznesu. Tymczasem rząd Beaty Szydło ingeruje w gospodarkę, tłumacząc jednocześnie wszystkim dookoła, że dzięki ich programowi znacznie rozwinie się branża budowlana. W tym miejscu nie mogę oprzeć się pokusie, by nie wspomnieć znanego nam wszystkim ekonomisty Frédérica Bastiata i jego słynnej metafory, która dobitnie obala błędne przeświadczenie, że jakakolwiek katastrofa (w tym przypadku ingerencja i wkład finansowy państwa) może napędzić rozwój gospodarki. Ile pieniędzy podatników, rząd będzie musiał zainwestować w ten iście socjalistyczny pomysł ? Odpowiedź znamy bardzo dobrze- za dużo! Każda złotówka wydana z kieszeni podatnika na tzw. wyrównywanie nierówności społecznych, to powrót do czasów sprzed dwudziestu kilku lat.

Rząd powinien pełnić rolę zwierzchnika poprzez prawo i nade wszystko nie prowadzić działalności gospodarczej, ani też nie może pełnić roli inwestora. Najwyraźniej widać, że komuś jest na rękę przywrócić model państwa opiekuńczego, a wynika to jak sądzę z wielkiej ochoty przetrwania za wszelka cenę. Niestety koncentracja na bezpośrednich skutkach danego działania, bez patrzenia na skutki pośrednie, to kolejna próba manipulacji, której koszty nie są w stanie ocenić nawet sami autorzy programu.

Beata Żołnieruk

www.facebook.com/facebok.plBeataZolnieruk

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

Dodaj komentarz