Przypadek księdza Międlara

Przesłuchałem sobie dość dokładnie słynne białostockie kazanie ks. Jacka Międlara i nie mogę wyjść ze zdumienia, dlaczego Kościół postanowił go zakneblować, skoro nie powiedział nic kontrowersyjnego. No, chyba że chodziło o użycie przymiotnika „radykalny” w kilku kontekstach, ale wcześniej nie słyszałem, by słowo to było na kościelnym indeksie. Oczywiście rozumiem, że chodzi o coś zupełnie innego. Lewackie media, takie jak nasza ulubiona „GW” czy „Na Temat”, uderzyły w stół i nożyce się odezwały. To drugie medium, finansowane przez lata przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (sic!), określiło nawet księdza Międlara mianem „kapłana nienawiści”, choć – jak łatwo sprawdzić w inkryminowanym kazaniu – niczego, co by nasuwało takie określenie, nie było.

Pytam więc, kiedy wreszcie Kościół wyjdzie spod tej nieustannej presji lewactwa; zrozumie, że w tym przypadku nie ma mowy o żadnym drugim policzku, a uleganie tym ludziom wiedzie do zguby i zgorszenia.

Moim zdaniem, białostocki biskup, choćby z racji geograficznego położenia diecezji, zamiast ulegać tej żałosnej propagandzie, powinien zająć się upamiętnieniem kilkuset polskich księży zamordowanych przez lewactwo w Związku Sowieckim w latach dwudziestych i trzydziestych minionego wieku, bo jak na razie nikt tego nie robi. Wymyśliłem nawet dla nich specjalną nazwę: „Polscy Księża Męczennicy, Ofiary Komunizmu”. A to właśnie mentalni ojcowie „GW” i „Na Temat” walnie się do zamęczenia tych kapłanów przyczynili. Zresztą w ogóle mam wrażenie, że Kościół wszedł obecnie w falę lekkiego zamętu, bo rzeczywiście skoro – jak napisał mi jeden z Czytelników – „papież całuje w rękę żyda, a w nogę muzułmankę, to strach pomyśleć, co będzie dalej”. Na szczęście jest jeszcze Duch Święty…

TOMASZ SOMMER

W podobnym tonie wypowiedział się w sprawie księdza Międlara p. Marcin Austyn z portalu Pch24.pl:

To znamienne, że środowiska które najmocniej domagają się rozdziału państwa od Kościoła, chciałyby decydować o kształcie nauczania Pasterzy. Chętnie promują postawy „otwarte”, a chcą zamykać usta kapłanom odwołującym się do najlepszych tradycji narodowych i katolickich, tym, którzy głowy skłaniają tylko przed Bogiem.

Wprawdzie ks. Międlar miał tego dnia uczestniczyć w koncercie, w którym miały pojawić się treści faszystowskie i rasistowskie. Wcześniej nikomu nie przyszło do głowy suspendować np. śp. ks. Jana Kaczkowskiego, który był na Przystanku Woodstock, ale brał odpowiedzialność tylko za wypowiedziane słowa, a nie prezentowany na koncertach repertuar i skrajnie amoralne zachowanie ich uczestników.

Dość dodać, że ks. Sowa wprost przyznawał, że głosuje na PO oraz Komorowskiego, a o partii Jarosława Kaczyńskiego pisał, że to „dzicz”. „Ależ to dzicz jednak ci PiSowcy! Wstyd to mało. I niech mi nikt nie pisze, że za mocno, że obrażam, że nie przystoi. Po prostu mali, mściwi ludzie, którzy – oby – już nigdy Polską nie rządzili” – pisał na Facebooku.

Okazuje się, że kapłanów, którym wolno więcej jest całkiem sporo. Wśród nich wymienić można ks. prof. Alfreda Wierzbickiego, który chociażby stawał w obronie ideologii gender czy rozmywał istotę Eucharystii. To także ks. Andrzej Luter, przedstawiany jako zwolennik tzw. katolicyzmu otwartego, przeciwnik lustracji w Kościele czy dość liberalny w poglądach o. Jacek Prusak, zwolennik chociażby wprowadzenia edukacji seksualnej w szkołach.

Nie sposób pominąć tu ks. Adama Bonieckiego, redaktora-seniora „Tygodnika Powszechnego” – bo też wielu „postępowych” kapłanów gości na łamach tegoż periodyku . Niedługo po swoim występie na Przystanku Woodstok, w którym ciepło mówił o „Nergalu”, wprawdzie otrzymał on zakaz publicznych wystąpień, ale wciąż publikuje na łamach Tygodnika. I gdzie są „etatowi obrońcy” Kościoła? Nikt nie protestuje?

Kapłana broni też publicysta tygodnika Do Rzeczy p. Wojciech Wybranowski:

Kapłan nienawiści” – zarzucają mu lewicowe media. Jednak ten rzekomy „ksiądz faszysta” ma na swoim koncie sporo pięknych akcji: pomoc dzieciom w Afryce, maluchom z chorobami nowotworowymi i wiele nawróceń ludzi, którzy odeszli od Kościoła.

Młody kapłan w mocnych słowach mówił, że dzisiejszy Kościół musi być „Kościołem walczącym”, sprzeciwiać się zabijaniu nienarodzonych, eugenice, prześladowaniu słabszych i odrzucaniu Chrystusa. Nawiązując do obecnej sytuacji, opowiadał też o losie Żydów w niewoli egipskiej, stwierdzając, że ich największym ciemiężycielem były „tchórzostwo i akceptacja status quo”. Mówił też, że Polskę drąży złośliwy nowotwór, a najlepszą chemioterapią będzie „bezkompromisowy narodowo-katolicki radykalizm”

Oraz ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski:

Gdy wybuchła cała ta „afera”, przesłuchałem wystąpienia ks. Jacka. Niektórych sformułowań bym nie użył, są zbyt mocne, zbyt skrajne, ale cały czas to, co mówi, jest zgodne z doktryną Kościoła i nauką Jezusa Chrystusa. Dopisywanie, że jest tam jakiś faszyzm, że szerzy nienawiść, to zwykłe kłamstwo.

Komentarz portalu Bliżej Prawdy:

Do tej listy można byłoby dodać ojca Ludwika Wiśniewskiego, który postuluje przyjmowanie nielegalnych imigrantów / islamistów oraz krytykuje stanowisko Episkopatu w sprawie aborcji. Gangrena politycznej poprawności zjada Kościół od środka. Nic dziwnego, że wierni są zdezorientowani postawą hierarchów. Trzeba zawierzyć Bogu i mieć świadomość, że biskupi to też ludzie i też mogą błądzić. Bądźmy zatem pokorni, módlmy się i czekajmy na otrzeźwienie naszych pasterzy.

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

Dodaj komentarz