Przyszłe dzieci Beaty Szydło

Podczas kampanii wyborczej do Sejmu słyszymy najróżniejsze propozycje. Jedne partie prześcigają drugie obiecując zapomogi, wyżebrane z Unii dotacje i inne formy zasilenia kieszeni mniejszych lub większych grup społecznych przez Państwo. Wśród tych, którzy najchętniej oddaliby nam nasze własne pieniądze, co jest zresztą cechą powszechną dla wszystkich socjalistycznych polityków (zarówno pobożnych – chadeków jak i bezbożnych – socjal-demokratów), jest kandydatka partii Prawo i Sprawiedliwość na stanowisko Premiera Rządu RP– pani Beata Szydłowa.

Przyjrzyjmy się zatem deklaracji związanej z projektem jej sztandarowej ustawy, o jałmużnie dla rodzin.

„O pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Program rodzina 500 plus„.

Proponujemy, żeby na każde drugie i kolejne dziecko rodzice otrzymywali 500 zł miesięcznie, a w mniej zamożnych rodzinach również na pierwsze dziecko – mówi B. Szydłowa

Projekt przewiduje 500 zł na każde drugie dziecko bez względu na dochód rodziny. W rodzinach, w których dochód jest niższy niż 800 zł na jedną osobę – 500 zł przysługiwałoby już na pierwsze dziecko. Trzeba zaznaczyć, że kwestia tych 500 złotych to nie żart, ale coś czym szczyci się pani Prezes (PiS).  Ten pomysł wymieniła jako pierwszy i główny postulat na pytanie o proponowane zmiany w Polsce podczas „debaty” z panią Ewą Kopaczową (PO) w TVP1 19 października 2015.

Komu zabierze Szydło by dać nam te 500 zł?

 

By uświadomić Państwu mechanizm rabunku deklarowanego przez kandydatkę na Premiera posłużę się przykładem:

Poprosiłem moją starszą córkę by ta podała mamie ogórka. Odebrała go ode mnie, odgryzła prawie połowę, a resztę zaniosła mojej żonie.

 

W taki sam sposób działa mechanizm „pomocowy” Państwa. Najpierw zabierają nam pieniądze w postaci obciążeń podatkowych, a potem łaskawie dają, odgryzając sobie smaczne kąski w zamian za fatygę.

Jak zachęcić Polki by rodziły więcej dzieci?

 

Pani Beato, jak rozumiem kierują panią szlachetne pobudki. Pani, jako matka, na pewno doskonale rozumie, że spełnieniem dla kobiety powinno być urodzenie minimum dwójki a najlepiej trójki dzieci. Tu zgadzam się z Panią, w tym leży nasz interes narodowy! Przetrwamy jako Polska, Polacy, tylko jeśli nastąpi zastępowalność pokoleń. Jeśli nie, to wymrzemy jak reszta Europy Zachodniej. Jednak pomysł by nad demografią „majstrować” przy pomocy zasiłków jest zwykłą naiwnością.

Kogo w ten sposób chce pani namówić na dziecko / dzieci? Zna Pani jakieś osoby, które robią dzieci dla pieniędzy? Załóżmy, że takie osoby się znajdą, zrobią dzieci „dla kasy” i przekażą swoim dzieciom geny, w których znajdzie się informacja: dzieci = kasa, brak kasy = brak dzieci.

Przewidywany scenariusz po bankructwie III RP

 

Obecny Reżym tonie w długach i pani doskonale o tym wie. Lata dyktatury PO+PSL, wcześniej wszystkich innych partyj po kolei (w tym Prawa i Sprawiedliwości, SLD, AWS, etc.) spowodowały, że kasa państwowa świeci pustkami. Dług publiczny przekroczył już ludzkie wyobrażenie. Gdyby Król rządził w ten sposób to już by go Panowie Szlachta wysiudali z Tronu, ale demokracja to co innego, tu wolno wydawać gdy się nie ma. Wymieni się jedną partię na drugą i odpowiedzialność się rozmywa.

Teraz Państwo kierowane przez panią zacznie „kupować” dzieci. To musi się skończyć bankructwem! Nie ma innej rady.

Dlatego:

jeśli już koniecznie upiera się pani przy mechanizmach ekonomicznych, którymi chce pani zmusić Polaków by ci wzięli się za robienie dzieci to lepsza byłaby groźba karnego podatku – dla leni. Tzw. Bykowe, ale na Boga: nie w obecnym systemie podatkowym!

Tu już nie ma miejsca na nowy podatek. Zrezygnujmy zatem z podatku dochodowego (dla wszystkich) i wtedy uchwalmy Bykowe w wysokości 5 % od rocznych dochodów dla tych, którzy dzieci mieć nie chcą. Będzie to podatek tak okrutny i uciążliwy, że każdy kto może z ochotą przystąpi do dzieła. Każdy z własną żoną jak mniemam.

A jeśli ma pani to co Latynosi określają mianem cojones, niech zniesie pani przymus składek emerytalnych dla obecnych 20, 30-latków. To pokolenie nie jest głupie. Domyśli się, że obok oszczędności na koncie ich emeryturą będą dzieci.

Sztuczka z „dawaniem” 500 złotych nic nie zmieni, będzie tylko szminkowaniem staruszki Polski i udawaniem, że fajna z niej „dziunia”.

Autor: Jacek Siwko

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

Dodaj komentarz