Róbmy dzieci

Katastrofa demograficzna trwać będzie w najlepsze dopóki młode Polki nie zorientują się, że minimum 3 dzieci to szansa na godne życie po kompromitacji systemu emerytalnego zapoczątkowanego przez Ottona von Bismarck, Kanclerza Prus (Niemcy) w latach(1862–73, 1873–90).

Przymus ubezpieczeń emerytalnych dusi Przyrost Naturalny

 

Ile czasu potrzeba by głosujący Lud zrozumiał, że Game’s Over. ZUS to bankrut, a my z naszymi składkami zostajemy na lodzie i lecimy – w tempie licznika długu, stojącego w centrum Warszawy.

Może kierujmy do licznika wycieczki szkolne (naszych) dzieci i pokazujmy jak fajnie te cyfry tańcują. A nie przepraszam bardzo. My, 30 latkowie nie stosujemy liczby mnogiej w liczbie posiadanych dzieci. Nam „starcza” na jedno – wszak dzieci są za drogie dla Ludów Europy. Prawda jest taka, że Europa umiera. Dzieci się nie rodzą w takiej ilości by nastąpiła zastępowalność pokoleń. Nawet w Polsce.

Nie wiem czy wiedzą Państwo (czytelnicy w wieku około 30 lat), że w pokoleniu naszych rodziców słowo Socjalizm kojarzyło się z dużą liczbą dzieci. W dobrym tonie było mieć (socjalistycznie-friendly) trójkę dzieci. Miłościwie nam panujący: EURO-SOCJALIZM prawdę etapu o dzieciach przedstawia nam zgoła odwrotnie. „Rodzinę odstaw na potem, najpierw kariera”.

Kiedyś w żywej dyskusji powiedziałem:

JA: „Sto lat temu robotnik utrzymywał z pojedynczej pensji 7 dzieci i żonę. Stać go było. Dziś mamy 1,3 dziecka na kobietę.

INTERLOKUTOR: „Nie było ich stać na antykoncepcję, gdyż jeszcze nawet jej nie było”.

Dwojako to można zinterpretować. Skoro antykoncepcji nie było to faktycznie nie ma opcji żeby kogoś było na nią stać. Na taki rarytas nie pozwolił sobie nawet sam August II Mocny (Z Łaski Bożej Król Polski), który miał podobno aż 300 nieślubnych dzieci.

dzieci zdjęcie zabawka

Darwin kontra Marks

 

Genderyzacja nauki wyższej spowodowała, że sen o „nowym łysenkiźmie” nastał. Rozmawiając z absolwentami uniwersytetów i innych szkół wyższych ma się wrażenie, że oni owszem: STUDIOWALI, ale nie uczyli się. Profesorowie byli zbyt tolerancyjni, profesor Bogusław Wolniewicz ma rację argumentując, że nauczyciel powinien być surowy i wymagający wobec studenta, ja dodam jeszcze by taki idealny belfer był sprawiedliwy i uczciwy.

Czego teraz uczy szkoła, tv, radio?

Na przykład idzie przekaz: znakomicie poradzimy sobie bez Religii i bez rodziny jako ateiści.

Potem na WOŚP, Jurek Owsiak dołoży poradę w stylu: „róbta co chceta”.

Dzięki temu mamy już poukładane w głowach jak rasowi Niewolnicy.

Niestety mili Państwo – trzydziestolatkowie – na karierę mamy całe życie, by narodziły się nasze dzieci – dysponujemy dość krótkim okienkiem czasowym. Trzydziestka to ostatni moment by zacząć budowanie swoich pięknych rodzin. Zwłaszcza kobiety! Dlaczego?

Bo tak każe nam Natura.

Peter Lee i Jimmy Watson w książce „Darwin KONTRA Marks. Czyli dlaczego lewica jest skazana na wymarcie” wspominają o genezie obecnej sytuacji (czyli modelu związku bez zobowiązań, bez dzieci, bez przyszłości, ale za to z kredytem, kotem, psem, etc),  która jest następstwem „postępowej”: rewolucji seksualnej.

Kryzys rodziny zaczyna się od roku 1968, gdy mieliśmy do czynienia z rewolucją seksualną. Miała ona miejsce w epoce nieznanej wcześniej obfitości pokarmu, zawdzięczanej postępowi technologii rolniczej oraz stabilnemu (choć nie najszybszemu z możliwych) wzrostowi gospodarki. A zatem, gdy wszystkiego mamy pod dostatkiem to się degenerujemy niczym myszy z eksperymentu pana Jana Calhouna.

Rewolucja seksualna to atak marksizmu na sferę kultury.

W założeniach marksizmu kulturowego znajdujemy argumenty za: odrzuceniem Religii i konserwatywnego trybu życia.

Powiecie Państwo: to niemożliwe, takie rzeczy się nie dzieją. Proponuję by posłużyć się prostym przykładem, z życia wziętym.

Rok Pański 2015.

Syn na pytanie rodziców:

„Co będziesz robił w życiu?”

Odpowiada:

„A co ja nie żyję?”

Typowy objaw przebywania w stanie nieważkości, co Milton Friedman wspaniale obrazuje następujący sposób:

DEKADENCJA JEST PIĘKNYM USTROJEM, BO GDY SAMOLOT SPADA, TO JEST TAKIE PIĘKNE UCZUCIE NIEWAŻKOŚCI, GDZIE NIC NIE JEST GROŹNE, ALE DOPIERO ZETKNIĘCIE Z ZIEMIĄ JEST BARDZO NIEPRZYJEMNE.

tata-z-dzieckiem-zdjęcie

Kiedy w przypadku naszych dzieci okaże ono się nieprzyjemne?

 

Gdy będzie zbyt mało dzieci by naturalny cykl zastępowania pokoleń mógł kontynuować swoje odwieczne dzieło. Kiedy dokładnie?

Już dziś – przy 1,3 dziecka na kobietę. Mamy o jedno dziecko mniej niż powinniśmy – 30-latkowie dorobkiewiczowie.

Niezbędne do Przetrwania Gatunku jest zastępowalność pokoleń, która powinna wynosić 2,2-2,5 dziecka na kobietę!

To co jest ponad 2, przeznaczone jest na rzeczy z dziedziny statystyki: poświęca się jako zakładany procent utraty genów gatunku. Na przykład na ludzi, którzy nie rozmnożą się z powodu chorób, lub innych wypadków losowych.

Na bardzo religijnym Wołyniu, skąd pochodził mój dziadek, obecna średnia urodzin wynosi: 2,2 dziecka na kobietę. Na Ukrainie postsowieckiej: 0,9. U nas w Polsce: 1,3. Niewiele ponad sowiety. Typowi post-Sowieci z tych unio–europejskich Polaków.

Iran oraz Turcja mają wynik między 2-3 dzieci. Są w limicie zapewniającym przetrwanie. Choć proszę Państwa, w Iranie ten poziom dziecio-rodności to mimo wszystko spadek w dłuższej perspektywie z dawnego poziomu 5 – 6 dzieci na kobietę.

płodność polaków zdjęcie artykuł

Niemcy: 1,2 (licząc białe Niemki), Francja: 1,4 (białe Francuzki), czarne arabki (w Europie): 3 dzieci na kobietę. To statystyki rozrodcze naszych zachodnich wzorów.

Polecam Państwu podróż antropologiczną do Paryża, gdzie 70 % dzieci to efekt siły rozrodczej ludności napływowej z byłych kolonii i nowo przyjezdnych. Można za przyzwoitą opłatą zobaczyć skansen wielkiej potęgi, którą Francja bywała onegdaj w historii. Brud, s….., i ubóstwo pod dyktatem: tolerancji wobec lenistwa i słabości moralnej mężczyzn francuskich.

Tym czasem w Chinach

W niektórych miastach Chin, Korei i Japonii rodzi się średnio około pół dziecka na kobietę.

Co druga kobieta z miast Chin, Korei i Japonii w swoim życiu nie urodzi nawet jednego dziecka!

Podsumowując: Nie jest ciekawie.

Znieśmy przywilej obowiązkowych ubezpieczeń społecznych by młodzi Polacy dostali szansę by zobaczyć na własne oczy, że dzieci są naszą przyszłością.

Ps. Z racji mojego startu wyborach nie proszę o głosy bowiem w poważaniu mam Demokrację, ale ze względu na swoje własne dzieci apeluję do 30-latków: zainspirujcie się tytułem tego artykułu.

Autor: Jacek Siwko, KORWiN Mrągowo

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

4 wypowiedzi czytelników: “Róbmy dzieci

    1. @Janusz Furman
      To są statystyki łączące współczynnik urodzeń w miastach i na prowincji. Przyzna Pan, że niezbyt imponujące: Korea 1,25, Chiny 1,6 i Japonia 1,4. Jak wiadomo prowincja/wieś podnosi te statystyki. Autor powołuje się na przykład metropolii Chin, Korei czy Japonii gdzie średnia wynosi ok 0,5 dziecka na kobietę. s. 135 Peter Lee, Jimmy Watson „Darwin kontra Marks”.

  1. Taa, znam parę dzietnych kobietek i przy dzieciaczkach z własnymi dziećmi zapieprzają bardziej niż wcześniej. Nie mówiąc o dokładaniu forsy i zwyczajowym nie liczeniu na synków (1 córka bedzie bardziej wartościowa do opieki niż 5 synów – trochę inne oczekiwanie niż w tych Chinach, ale i tam obecnie ustawowo nakazali odwiedzanie rodziców albo kara)

Dodaj komentarz