Tomasz Lis w służbie niemieckiej propagandy (wideo)

Koniec kariery w telewizji publicznej to bardzo trudny okres dla redaktora Tomasza Lisa. Nie może pogodzić się ze stratą wpływów w mediach i otwarcie przechodzi do ataku, o nadchdzących kłopotach p. Lisa informowaliśmy jakiś czas temu na portalu Bliżej Prawdy. Nie sądziliśmy jednak, że „dziennikarz”, któremu spowiadali się dotąd najważniejsi politycy w naszym kraju tak szybko zmieni swój wizerunek. „Etatowy obrońca demokracji’ atakuje Polskę w służbie niemieckiej propagandy, która przedstawia go jako bohatera. Proszę zobaczyć film, na którym „opozycyjny” dziennikarz uskarża się na swój los. Musimy przyznać, że jesteśmy pod wrażeniem tej szybkiej metamorfozy polskojęzycznego dziennikarza związanego dotąd z Platformą Obywatelską.

Anty-nagroda: Hiena Roku dla Tomasza Lisa

Śledząc „dokonania” redaktora Lisa w dziedzinie manipulacji nie dziwimy się, że w 2015 roku zasłużył sobie na „nagrodę” dziennikarskiej Hieny Roku. Zarząd główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich napisał w uzasadnieniu, że Tomasz Lis:

wielokrotnie łamał zasady etyki dziennikarskiej, szczególnie podając w maju br. wpis z fałszywego konta twitterowego córki Andrzeja Dudy. (źródło)

Czekamy na Twoją opinię

Podobne artykuły

3 wypowiedzi czytelników: “Tomasz Lis w służbie niemieckiej propagandy (wideo)

  1. Człowiek który donosi na własne państwo obcym (żeby nie nazwać wrogim) ośrodkom propagandy to żenujący spektakl, który jedyne co może wywołać na twarzy państwowca (ceniącego przede wszystkim suwerenność własnego kraju) to uśmiech politowania i niesmak, i to bez względu na to, jak bardzo jest się niezadowolonym z władz których donos dotyczy. Osobiście też nie należę do fanów obecnego obozu rządzącego, ale to dlaczego tak jest (i gdzie widzę zagrożenie dla obywateli) staram się uzmysławiać przede wszystkim obywatelom, żeby sami się zastanawiali i dokonywali w przyszłości innych wyborów SAMODZIELNIE, a nie pod wpływem obcej propagandy czy nacisków politycznych zza Odry.

    Tego typu „troską” o „wolność” jaką zademonstrował Pan Lis (i reszta salonu III RP), wykazywali się swojego czasu zdrajcy spod znaku Targowicy. Pana Lisa można zaś bez kozery nazwać foxdojczem, używając parafrazy dla nazwy jaką stosowano wobec polaków podpisujących hitlerowskie „folkslisty” z własnej woli, by się przypodobać okupantowi tudzież partycypować w podboju Polski przez wrogie siły. Nie żebym go porównywał do nazistów czy nazywał zdrajcą, chodzi tylko o to że nie da się uciec od przekonania graniczącego z pewnością, że tak samo jak u części targowiczan (czy folksdojczów właśnie) tak w wypadku Pana Lisa jak i pozostałych KODów cały ten kwik jest emanacją dość przyziemnego żalu i strachu przed utratą wpływów, splendoru, posad i zysków wynikających z przyspawania tych ludzi i ich „biznesów” do państwowego koryta z pieniędzmi podatników.

    Należy sobie zadać pytanie, skąd ludzie tacy jak Pan Lis w ogóle wpadli na pomysł donoszenia na to co się w Polsce dzieje do niemieckich instytucji medialnych (i nie tylko), i dlaczego właśnie „zagranico” upatrują odsieczy, obnosząc się ze swoimi prywatnymi problemami, urabianymi do rangi zamachu na rację stanu państwa polskiego. Otóż możliwość tę stworzyło wejście Polski do struktur UE właśnie dzięki „woli większości” (sic!), która demokratycznie stwierdziła (wbrew racji mniejszości która mówiła głośno o zagrożeniach z tego wynikających) że Polska ma być jej częścią. Częścią tworu o którym nie dość że wiadomym było iż jest mechanizmem podporządkowania krajów słabszych silniejszym (gdzie prym wiodą Niemcy), to cały ten „anszlus” odbył się przecież kosztem ograniczenia (z własnej woli!) naszych kompetencji na własnym podwórku. I to zarówno pod kątem praktycznego stanowienia prawa, jak i „porządku” w jakim ma się to odbywać, czyli w zgodzie z enigmatycznymi „standardami europejskimi”, które Niemcy (i inne silniejsze kraje) traktują w dość specyficzny sposób, sprowadzając je do prostej zasady „Polska powinna wiedzieć kiedy milczeć”, zwłaszcza jeśli w jej interesie mówią starsi i mądrzejsi „partnerzy” z zachodu. Tym to sposobem prawo w Polsce musi być w pierwszej kolejności zgodne z prawem i „standardami unijnymi”, nawet jeśli demokratycznie wybrane władze (abstrahując w tym momencie od tego na ile jest to reprezentatywne dla narodu) mają w Polsce tzw. większość, czyli realny i legalny mandat społeczny do zaprowadzania takich zmian w państwowych instytucjach (w tym w mediach publicznych, i tam gdzie tylko aparat państwa ma wpływy) jakie sobie tylko umyślą.

    I tu należy przypomnieć że PIS uczestniczył z pełnym zaangażowaniem i z premedytacją w stręczeniu Polakom tego erokołchoźnianego tworu, narażając tym samym nasz kraj na to że nie będzie w pełni suwerennym, godząc się tak samo jak PO na udzielenie obcym ośrodkom decyzyjnym mandatu do bezczelnego pouczania polskich władz (jakiekolwiek by one nie były) w kwestii tego co im wolno a czego nie. Te kompetencje dodatkowo jeszcze ograniczył Traktat Lizboński podpisany przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Należy o tym pamiętać kiedy za służalczość wobec Niemiec (czy innych państw) krytykowana jest obecna opozycja, bo nie byłoby dziś w tej kwestii żadnych pretekstów gdyby nie wprowadzenie Polski do „wspólnoty”. Ja rozumiem że PO i cały dwór najróżniejszych lewicowych środowisk (a nie żadnych liberałów jak się ich odmalowuje w materiale filmowym) jest główną siłą napędową tej Targowicy, ale pamiętajmy dlaczego może sobie na tę bezczelność pozwolić, żeby LEGALNIE móc donosić na Polskę do instytucji propagandy i polityki naszych „sojuszników” w ramach „europejskich standardów demokracji” i pseudo wolności. PIS będzie musiał wypić piwo przy którego ważeniu sam nieźle namieszał

  2. Teraz zadaniem PiSu będzie odkręcenie ustawy 1066. Inaczej te ciamkanie KODu sprawi, że w ramach bratniej pomocy wjadą czołgi do Warszawy ratować biednego Lisa. Raczej z UE nas PiS nie wyciągnie bo to socjaliści zakochani w życiu na kredyt, ale niech choć trochę zadbają o to by nam się tu obce armie nie panoszyły.

Dodaj komentarz